wychowanie fizyczne

Och błogosławiona godzino ciszy, kiedy jeszcze cała rodzina śpi! 

Chyba nie mam wyjścia, zostanę rannym ptaszkiem, choć bardzo się to kłóci z moją naturą. 

Postanowiłam coś zrobić ze sobą, zawsze mnie nachodzi taka chęć kiedy nie mam za dużo pracy. W związku z tym, że nie cierpię się odchudzać i w dodatku wydaje mi się, że to jakoś niezbyt zdrowe jest, kiedy jest człowiekowi słabo i nie ma chęci do życia, marznie i jest wiecznie wkurzony, tym razem mam plan żeby zacząć od ćwiczeń i tylko TROCHĘ mniej jeść. Już od miesiąca czy ponad biegam 3-4 razy w tygodniu, ale to tylko taka króciutka 7 minutowa przebieżka (a i tak płuca wypluwam). 

Oprócz tego odbiło mi kompletnie i uznałam, że czas zacząć jakieś ćwiczenia, ale że ciężarki są ciężkie, jak powszechnie wiadomo, a gymy drogie, albo pełne Rosjaninów, macham nóżkom w domowym zaciszu.

Znalazłam gdzieś stronę i zaczęłam od tego  zestawu ćwiczeń (polecam z boku takie małe wideo z takim aseksualnym gościem). Po takim machaniu nóżką, które wygląda na luzik, zaczęły mnie boleć takie mięśnie, które myślałam, że nie istnieją. Spróbujcie sobie.

Ale trzeba być twardym, nie? 

Dziś skorzystałam z propozycji biegania – 3 minuty bieg, 2 minuty marsz i tak 6 razy. W sumie pół godziny. W życiu bym nie pomyślała, że w pół godziny można zwiedzić pół dzielnicy! Obiegliśmy naszą zwykłą trasę i jeszcze kawałek niezwykłej trasy i jeszcze było za mało. Ale fajnie:)