Lepiej bym tego nie ujęła:
Dzień: 26 stycznia 2012
Tytuł 463
Własnie skończyłam czytać pierwszy rozdział pewnej … hmm… jak by tu ująć ..hmm… pracy dyplomowej. Nie wiem, czy się pozbieram po takich kawałkach, jak ten:
According to BBC News (18th Nov, 2008), There were 35,000 such children, some of which are not yet born. (Według BBC News było 35000 takich dzieci, niektóre z nich jeszcze nie narodzone) – i nie chodzi tu o jakieś dzieci z wrodzonymi wadami, o nie, studentce chodziło o dzieci maltretowane.
A praca, z nauk społecznych przypominam, zaczyna się tak:
Geographically, Ireland is located in the North Atlantic Ocean. It is well known to the Hibernia or Scotland, situated in the western Ocean and forms an integral part of Great Britain. It is position approximately 54 degree North latitude. The climate is healthy and genial and the fertility of the soil is extraordinary. (Bird, 1853, p.7). Ireland is smaller of the two large isles covering 32374, square miles or about a size of the Maine in the United States.
Dla nieangielskojęzycznych streszczam: autor opisuje geograficzne położenie Irlandii (na Północnym Oceanie Atlantyckim), i jej znajomość wśród Szkotów (tutaj został użyty pewien niuans językowy, którego nie jestem do końca pewna), by przejść do ogólnej charakterystyki jej klimatu (zdrowy) i gleby (nadzwyczaj żyzna). Autor podaje bardzo precyzyjne dane na temat mil kwadratowych lądu (32374) i przybliżonego rozmiaru (podobny, co stan Maine w Stanach).
I tak przez 7 stron. Jechaaaneee!
Tytuł 464
Z bezrobotnym mężem trudniej się pisze. Bo mąż siedzi w domu i mimo, że nie patrzy co robisz, to jednak widzi. I SIĘ DOMYŚLA. „Robisz coś ważnego? Nie? To mogę się coś zapytać?” I tak w kółko. I nawet, jak zaraz uda, że to nic takiego, że przecież nie wie i się NIE INTERESUJE, to przecież wiadomo, że nie można pisać w takich warunkach.
Wstaję więc rano z Adziarzem i korzystam z godziny ciszy.
Trochę mnie zmartwiła ta bardzo zmniejszona ilość godzin, ale przecież nie jest tak łatwo się przenieść gdzie indziej. To nie jest tak, że jak już się raz wyjechało z kraju, to przeprowadzić się do innego to tak, jak zmienić dzielnicę. Nienienie.
To jest stres. I ból. I chyba jeszcze większy właśnie dopiero wtedy, jak już się wie, co cię czeka. Pierwsza emigracja to jak skok na głęboką wodę pierwszy raz w życiu, wystarczy się odważyć i tyle. Druga taka decyzja to jak odcinanie sobie małego palca w pełni świadomości. Wiesz, co cię czeka, wiesz, jak bardzo będzie bolało i wiesz, że tego bólu się nie uniknie. Nie ma innej możliwości.
Więc nie. Na razie nie, dziękujemy. Na razie tutaj trochę powalczymy. Tutaj mamy prawo do wszystkich zasiłków, tutaj, jakby co, to państwo nam dopłaci do mieszkania. Tutaj mam na razie pracę, godzin wprawdzie tyle, jak na lekarstwo na razie, ale jest szansa, że będzie więcej w przyszłości.
Ale najważniejsze, że to tutaj Adek ma swój świat. Moje dziecko mówi już z akcentem irlandzkim, ma swoich kolegów, swoje miejsca, swoją ‚dzielnię’, swoją szkołę, swoje życie. Ma naście lat, nie jest już dzieckiem które można bez problemu kolejny raz wziąć i posadzić w nowej doniczce.
Poza tym ja lubię ten kraj. Lubię tę lekką zapyziałość i specyficzne żarty (Irlandczycy są jednynym narodem, który się cieszy, że jest kryzys, bo mogą powiedzieć „I toldz ya!”). Lubię tę głupią brawurę i przechwałki, pozostałość po 800 latach ucisku, tę lekko straceńczą postawę przemieszaną z tchórzostwem i poczuciem niższości, jakie Irlandczycy zawsze mieli wobec Imperium. Mniej mi się może podoba uwielbienie dla Ameryki, ale i ta cecha znajoma się wydaje, w końcu prawie tak samo wielu jest O’Rourków w Stanach, co Kowalskich (no dobra, więcej jest O’Donnellów).
Jest teraz tutaj kryzys i w tym kryzysie Irlandczycy wydają mi się tacy jakby bardziej swojscy, ludzccy, jakby ta cała bufonada Celtic Tiger wreszcie opadła, nie ma już wesel z szampanem dowożonym helikopterem, są ciecia budżetowe i wprowadzany podatek za wodę.
Nagle kawa na dworcu ‚jest droga’, jak mi jedna ze studentek napisała. Kawa na dworcu jest dla Irlandki za droga! Świat się kończy!
Tak, jeden ze światów właśnie się tutaj skończył. Czekamy na następny.