Tytuł 465

Kurrrrrka wodna, nawet WŁASNE komentarze do własnego bloga są traktowane jako spam!

Wklejam poniżej:

No właśnie Moon nie jest – Wlk. Bryt wprowadziła zaraz po wojnie powszechne ubezpieczenia zdrowotne, a Irl była strasznie zacofana i nawet wniosek o ubezpieczenie tylko dzieci upadł, bardzo silne lobby lekarskie było przeciwne (!) między innymi. W Irl jest system Medical Card, które przysługują najbiedniejszym i trzeba co roku o nie występować. Próg na rodzinę z dzieckiem to zarobki rzędu 25 tys. euro rocznie, powyżej tego nie ma się uprawnień (to jest trochę bardziej skomplikowane, biorą pod uwagę również wysokość czynszu i koszt dojazdów do pracy).

Tytuł 466

 Muszę  Chcę znowu wkręcić się w nawyk w miarę częstego pisania, a żeby się rozkręcić muszę czasami porozwodzić się nad pierdołami, wybaczcie więc kiedy będe truła o truizmach.

W tym tygodniu okazało się, że nie będę mała moje jedynego porządnego przedmiotu, właśnie tego który miał mnie częściowo utrzymywać do połowy lipca. Zostały mi tylko michałki, czyli parę tutoriali, jakieś 3 gościnne zajęcia z social labu, i z 15 godzin podstaw nauk społecznych, które bardzo lubię. Ale nie będę miała już kryminalistyki społecznej, czy jak to się tam nazywa, buuuu, mój ulubiony przedmiot, buuuu. Nie ma zajęć, bo nie ma naboru, w zeszłym roku złapali jakieś siedmioro studentów, którzy przez pół roku robili cały rok pierwszy, a we wrześniu zostali dołączeni do roku drugiego, na którym już było jakieś 30 osób. No i teraz nie ma nawet 4 osób, więc im się nie opłaca. Buuu.

W sumie dość mnie to dobiło dwa dni temu, ale zaczęłam sprawdzać różne kombinacje alpejskie z zasiłków i wyliczyłam sobie, że może nawet będziemy LEPIEJ stali finansowo, jeśli ja nie dostanę tego przedmiotu, tylko Mi na mnie będzie brał zasiłek. Nie jest to pewne, ale liczę i liczę i tak wychodzi, bo np. nie będziemy musieli się prywatnie ubezpieczać zdrowotnie, a to dla naszej rodziny jakieś 2000 – 2300 rocznie najtaniej, a z dzieckiem nie możemy ryzykować, że nie stać nas będzie na szpital w razie czego (swoją drogą niesprawiedliwe, że nie można samego dziecka ubezpieczyć – koszt miesięczny to tylko 18euro, ale dodaj dorosłego za ponad osiem dych i już się robi drogo). Plus dostaniemy dodatkowe pieniądze na tzw. qualified adult, czyli na męża/żonę/partnera osoby bezrobotnej (124euro/tydzień pełna stawka, do tego moge dorobić do 100 euro/tyg bez żadnego obcięcia świadczenia i do 310 z częściowym obcięciem) i tzw. Dependent child (29 euro/tydz). No widzicie jak to szybko idzie, zanim się człowiek obejrzy już jest ‘sponger’, czyli członkiem podklasy beneficjentów systemu. Oczywiście nie będziemy krezusami, ale być może nie będziemy musieli opuszczać w tym roku naszego domku, uff, a to już mnie bardzo pociesza. Kocham welfare state, nadaję się na klasę próżniaczą, choć chyba autor coś innego miał na myśli. Wiecie oczywiście, że wolałabym pracować, bo lubię przedmiot i fajnie się rozwijać, tak taaak, oczywiście.

Oprócz tego jak zwykle o tej porze walczę  z egzaminami. Zbyt duża dawka tych oryginalnych dzieł robi coś z moją głową, a już 3 prace dziennie to dawka dużo za duża, muszę dodać. Po przeczytaniu 20 prac (moim wczorajszym faworytem było stwierdzenie ‘anonimowy badacz stwierdził, ze urbanizacja prowadzi do …’ – czujecie? Anonimowy badacz, dosłownie;) czuję się średnio o 10% głupsza, pod koniec dnia mogę już tylko oglądać nowy serial o szpitalu (Mercy) i śmiać się głupkowato z najbardziej chamskich dowcipów, co w sumie nie bardzo mija się z tym, co chciałabym robić na co dzień.