slipołwer is ołwer

Ledwo odkleiłam oko od powieki o godzinie 8.56, a chłopaki na dole już urzędowali. Zakopałam się głębiej w kołdrę z mocnym postanowieniem nie wstawania, Mi obok chrapał uspokajająco. Obowiązek rodzicielski wzywał, trzeba zrobić dzieciakom śniadanie i w ogóle sprawdzić jak tam sobie radzą, choć z odgłosów wynikało, że radzą sobie całkiem wesoło. Niestety, po 4 godzinach snu członki odmawiały posłuszeństwa. Nałożyłam kołdrę na uszy i jeszcze chwileczkę, jeszcze minutkę, jeszcze tylko odrobinkę snu. Obudziła mnie podejrzana cisza, na zegarku była 9.26. Chłopcy grali w piłkę na dworze. Zwlokłam się z łóżka ogarnąć trochę duży pokój. Małe robocopy za oknem strzelały gole, podskakiwały, krzyczały, biegały do utraty tchu. Ja ledwo zeszłam po schodach. Nastawiłam pranie. Odpoczęłam. Odkroiłam sobie kawałek wczorajszej pizzy. Czekałam na kawę. Na stole w kuchni widniały resztki śniadania: nóż ze śladami nutelli i pokruszone gofry. Starość nie radość.