Fryzjer zaliczony, wykład z nielubianą grupą odpracowany, paczka do Polski wysłana, obiad zrobiony (rękami Mi) i zjedzony (naszymi ustami).
Jeszcze tylko jeden wykład wieczorny, ale oglądamy film, więc ok.
Na dworze przepięknie, sucho, mroźnie, granatowo-fioletowo-różowo. Zapach zimy. Wszędzie lampki. Siedzę, wcinam banany z orzechami polane sokiem malinowym. Zaraz sobie obejrzę ostatniego House’a, przed wyjściem do szkoły.