A poza wykładami to myślę i myślę o dziwnych przypadkach ludzkich, o dziwnych przypadkach mojej młodszej siostry, o którą się boję, która mi się delikatna zdaje i jakaś taka poraniona. Wyszła za mąż za człowieka, który tydzień przed ślubem jej powiedział, że ‚chyba już nie jest tak zaangażowany’, ale moja siostra, dobry człowiek, oczywiście nie powiedziała to spadaj gościu, nie spuściła go na drzewo, ani też do jego kraju pochodzenia, tylko wyszła za niego za mąż, żeby mógł dostać wizę. No bo przecież gościu jest biedny, biedaczek, trudne miał życie i ciężko mu bardzo. I rzeczywiście, chłopak wydaje się jakiś taki dziwny, jakby trochę niespełna rozumu, pół roku temu nie obronił doktoratu z matematyki, opowiadał mi, że widział, że promotor jest dla niego jakiś taki niemiły, ale myślał, że to norma kulturowa, że tutaj, w tej Anglii tak już po prostu jest, że się pomiata swoimi studentami. Ale się okazało, że promotor był po prostu niezadowolony i go oblał na ostatecznym egzaminie. Mąż mojej siostry nie może tego przyjąć do wiadomości, będzie się oczywiście odwoływał i będzie walczył, że promotor był do niego uprzedzony, że praca jest dobra. Ech. Jakoś tego wszystkiego nie widzę.
A jeszcze będzie walczył o moją siostrę podobno, walczył, dobre sobie, chyba z samym sobą, bo z nikim innym. Chłopak zachowuje się poza tym jak dziecko, jak zraniony chłopczyk, nie sypia z moją siostrą, mam wrażenie, że traktuje ją jak opiekunkę, jak matkę. Równocześnie nie można powiedzieć, że jest złym człowiekiem, przeciwnie, stara się przecież, walczy o uczucie, jest dobry dla mojej siostry, przytula ją i gotuje jej obiady.