Tytuł 480

Z tego wszystkiego, z tego całego siedzenia w domu wzięłam się i zrobiłam pojaski.

Pojaski są to kruche ciasteczka (mąka, żółtka jajka, masło, cukier, cukier waniliowy, masło potrzeć, zagniatać z cukrem – u mnie brązowym, – mąką i z żółtkami w ilości takiej, jaką się aktualnie posiada) o kształtach nieokreślonych, które swego czasu piekła moja młodsza siostrzyczka, nieprzejmująca się obowiązkowymi kształtami gwiazdek i serduszek. Mnie dziś dodatkowo poniosła fantazja i wsadziłam pojaski do blachy muffinkowej, bowiem innej nie posiadam, może więc jednak nie fantazja to a konieczność, i dodatkowo ubrałam je w takie białe papierowe koszulki, coby za bardzo się z blachą nie skleiły. 

Pojaski się piecze 15 minut, potem muszą wystygnąć, bowiem gorące są bardzo kruche, jak to kruche ciasteczka. Wystawiłam je więc na dwór, bo z takimi ciepłymi ciasteczkami w domu to nie idzie wytrzymać i zostałyby pożarte w 5 minut, wystawiłam je więc na dwór, na zimno, postawiłam na blaszanym koszu (czytym! czystym!), wróciłam do domu i czekam. I nagle słyszę jakieś szuranie koło drzwi, jakby drapanie, wyskoczyłam jak z procy, bo rany! ktoś mi moje pojaski podbiera! otwieram drzwi, a tu pan biedny od ulotek patrzy się na mnie dziwnie. 

Heh. 

Zabrałam blachę do domu i powkładałam w nie kawałki brzoskwini z zalewy.

Pieczenie to kompletny odjazd.

Tytuł 481

O cudowne dni wolne!

 

Leniwie płynące trzecią kawą, książkami Hanny Krall, wyszukiwaniem przepisów na zupę chrzanową, ale koniecznie wegetariańską, od kiedy mojemu Mi coś odbiło i przestał jeść mięso.

Przemijające spokojnie i bez pośpiechu filmem irańskim (About Elly, o zaginięciu/zginięciu młodej dziewczyny, w którym sam fakt, że dziewczyny nie ma i być może nie żyje jest mniej ważny tego, że okłamała swojego narzeczonego. Honor ważniejszy od śmierci, normalni, współcześni ludzie, którzy nagle zaczynają się zachowywać nienormalnie dla nas, dzieci cywilizacji zachodu, nienormalnie i niewspółcześnie i dziwacznie), Dobrą terrorystką Doris Lessig i zieloną herbatą, kiedy już kawy nie można i nie trzeba.

O cudowny „tygodniu na czytanie”, mój ukochany riding łiku!

Powinni ciebie wprowadzić na całym świecie, powinni ciebie rozmnożyć cudownie, jak ryby, jak chleb, żebyś z jednego czterema się stał co najmniej i cudownie przemieniony w miesiąc na czytanie królował nam od dzisiaj co roku! Ty pociecho umęczonych, rozjaśniający im te najciemniejsze dni lampką przy biurku lub łóżku, niech będzie jak kto woli, monitorem komputera bądź też delikatnym ekranem kindla!

Tygodniu ty cudowny, sławię ciebie w samym twoim środku, a nawet bliżej początku, jeszcze, na szczęście.

Tygodniu trwaj!