studentka

Przychodzi studentka na spotkanie. Nie moja studentka, tylko zeszłoroczna.

Ma w styczniu zdawać egzamin z przedmiotu, dość trudnego trzeba przyznać, który właśnie przejęłam po innym wykładowcy. Próbowała zdać rok temu, ale oblała, w sierpniu nie przyszła na egzamin poprawkowy z jakiś zawiłych i nie do końca jasnych przyczyn. 

Nagle wyciąga zeszycik i pyta mnie, czy w tym roku też będą na egzaminie takie pytania. Nic mnie już w tej szkole nie zaskoczy, zaglądam więc do jej zeszyciku i rzeczywiście rozpoznaję zeszłoroczne pytania poprawkowe. „Dostałam je od Siobhain” mówi studentka i na dowód prawdziwości swoich słow wyciąga iphona i wyszukuje maila od poprzedniej wykładowczyni.

o_o

Na sam koniec opowiada o niezdefiniowanych bliżej problemach rodzinnych, które jej uniemożliwiły zdanie egzaminu za pierwszym razem, i prosi o podanie pytań na termin styczniowy.

Napisałabym tutaj „kurtyna”, ale to jeszcze nie koniec historii.

Nie podaję jej oczywiście pytań (zresztą sama ich nie pamiętam), mówię coś o innych studentach, którzy też zdają i że dlatego nie mogę, na co studentka odpowiada mi, że przecież ona nie pokaże pytań innym studentom! Mogę jej zaufać!

Rozmowa kończy się moim zapewnieniem, że będziemy w kontakcie i postaram się coś dla niej zrobić.

Mija tydzień. Dostaję maila.

Że to już tydzień minął, że egzamin coraz bliżej, że ona się bardzo denerwuje, bo ja wciąż nie wysłałam jej pytań!

O_O