Tytuł 484

Kwaśny rosół, zrobiony 2 dni temu, miał wylądować w toalecie, ale przełknęłam pierwszą łyżkę, zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie żurek, zupę, na której skwaśnienie się czeka, ‚pieprzyć konwenanse’ pomyślałam, skoro może być żurek, to dlaczego nie rosół? Spróbowałam do niego podejść bez uprzedzeń, smak całkiem całkiem jak na zupę, lubię kwaśne zupy, pomidorowa, ogórkowa, szczawiowa i nawet do krupniku dodaję cytrynę, uwielbiam bowiem kwaśne zupy, to dlaczego dyskwalifikuję rosół? Nic w nim nie ma obrzydliwego, oprócz tego dziwnego smaku, pomyślałam sobie i zaczęłam go zjadać łyżka po łyżce.

Tak tak skąpiradło ze mnie straszne.

A zatem kwaśny rosół i zatkany nos, cały organizm w najwyższym stopniu pogotowia, rozgrzany, bolesny, przeziębieniowy, czułam dopadającą chorobę już dwa dni temu, w sobotę, ale przecież NIE MOGŁAM nie pójść na Halloweenowe Party, które sama organizowałam, w środku zabawy wydawało się,  że choroba się przestraszyła punkowej muzyki i strasznych historii, opowiadanych na dworze, w kręgu, przy malutkim ognisku, przestraszyła się rockability, do którego jeszcze później tańczyłam prawie do rana, przestraszyła się, że Elvis żyje, yeye, i sobie poszła.

Ale nic z tego oczywiście, przeczekała jeszcze tylko trochę, przycupnęła sobie w kącie organizmu, w jakiś, powiedzmy, paluszkach, albo koniuszkach uszu wystawionych na wiatr, nie wychylała nosa nawet i jeszcze w niedzielę, kiedy to zostaliśmy zaproszeni do Meksykańskiej restauracji na vouchery z Grupona, restauracja okazała się klubem nocnym, wyjaśniło się, dlaczego na kuponie widnieje napis „od 18 lat” a my naiwni! myśleliśmy, że tu chodzi o to meksykańskie piwo dla każdego klienta. Siedzieliśmy z Adziarzem, kolegą i koleżanką kolegi na przyzwoitej rozmowie, różnice kulturowe, Berlin, migracje, ę i ą, śmiać mi się tylko chciało, kiedy Adek poszedł do toalety, przez chwilę myślałam, że go wciągną nocne odmęty.

I niedobra choroba siedziała sobie tak przyczajona przez większą część długiego weekendu, i proszę! tylko przyszedł pierwszy dzień pracy, wyskoczyła opryszczką na wardze i w nosie, nieznośnym katarem i bólami mięśni. 

 

I ot! rosół zjedzony, zbieram się do pracy.