Adek się nam uniezależnia, w sobotę koło południa wybył do kolegów, wieczorem zadzwonił, czy może zostać na slipołwerze, czyli na nocleg u Toma. Zgodziliśmy się, bo znam mamę Toma jako bardzo surową mamę, co dobrze rokuje slipołwerowi. Poczuliśmy się z Mi jak dzieciaki, co maja chatę wolną, czyli free dom, i zajęliśmy się planowaniem upojnej zabawy: a więc najpierw pyszna kolacja, potem film, albo dwa, a potem spać:) Po godzinie Adziarz zadzwonił, czy by jednak nie mogli zrobić slipołwera u nas i tak z freedomu zrobił się w sekundę dom pełen nastolatków, czyli zupełne przeciwieństwo. Ale że jesteśmy dobrymi rodzicami to się zgodziliśmy:) Po pół godzinie zadzwonił ponownie, że jednak mama Toma się zgadza, zrobiliśmy zatem głośne uff i zajęliśmy się przygotowaniami do party: filmy, sałatka, wygodny fotel. Przez chwilę mieliśmy jeszcze pomysł zaproszenia kogoś, ale w sumie zgodnie stwierdziliśmy, że po co? Razem i tak się bawimy przednio.
Następnego dnia, a była to niedziela, zadzwoniła do mnie mama Toma. Mama Toma bardzo szybko mówi i czasem trudno mi ją zrozumieć, zwłaszcza, jak mam ..ujową komórkę, czyli zawsze. Coś tam usłyszałam, że poszli to miasta, o czym wiedziałam, że mieli to w planach i coś tam coś tam dalej. Ale zakończyła jakimś takim uspokajającym zdaniem, którego nie zrozumiałam, ale które brzmiało bardzo dobrze. Jakoś tak akcent na końcu opadał i łagodniał, więc założyłam, że wszytko jest ok. Poszłam sobie zatem spokojnie na zakupy (co kupić na prezent 13 latce, której się wcale nie zna? Patrząc na koleżanki Adka chciałam wymienić posiadane środki płatnicze na pełen zestaw do makijażu, z podkładem w kolorze pomarańczowym i brokatowymi cieniami do powiek). W połowie drogi znowu mnie dorywa mama Toma i jeszcze bardziej uspokajającym tonem mówi, że złapała kontakt z Tomem i chłopaki jadą już do domu. Cieszę się razem z nią, że złapała kontakt i proszę, żeby przekazała Adkowi, aby wrócił do NASZEGO domu. Idę sobie dalej. Dzwoni mama Musy i mówi, że była zła na Musę , bo miał iść na mecz dzisiaj i coś tam coś tam coś tam , autobusy i samochody dają do wiwatu, gwarne życie miasta tworzy skuteczną barierę dźwiękową przez którą przedostaje się tylko co piąte słowo mamy Musy, coś tam coś tam coś poszli coś tam coś tam coś zła coś tam i tak dalej. Ton jej głosu jest jednak również uspokajający, więc tylko radośnie jej potakuję i mówię baj baj baj, sii ju!
Za chwilę dzwoni Mi z informacją, że chłopaki wstali rano i zrobili sobie wycieczkę. Wyruszyli na piechotę na lotnisko Dublińskie, jakieś 15 kilometrów. Szli cztery godziny i dwóm z trzech z nich wysiadła komórka po drodze. A oni sobie szli i szli na północ i pytali ludzi i dreptali i dreptali i doszli. Taka przygoda.
I wszystkie mamy były złe. Oprócz mnie, oczywiście. No jak mogłam być zła na przygodę???
estaw do makijażu




